Zło banalne i kosmiczne

Wyróżniony

Zło banalne i kosmiczneWywiad z Krzysztofem Zanussim, reżyserem i dyrektorem Studia Filmowego TOR

Wychowałem się na Pana filmach, a „Iluminację” oklaskiwałem na stojąco. Przypomnę, że mieliśmy już okazję się spotkać: Interpress zatrudnił mnie do tłumaczenia wywiadu, który miał z Panem przeprowadzić kubański dziennikarz. Pan jednak nie dał mi zarobić – hiszpański zna Pan znakomicie!

Tak, pamiętam to! I widzieliśmy się kiedyś na Kasprowym Wierchu...

Dziękuję za pamięć, wracajmy jednak do teraźniejszości. Na Festiwalu Transatlantyk oglądaliśmy Pana najnowszy firm ”Eter”. Jak doszło do jego powstania?

Film jest wariacją na temat Fausta, który jest może najbardziej europejskim mitem, nieznanym w innych kulturach – w których rozdział ciała i duszy był tak pomyślany, jak zrobili to Grecy, a my po nich to odziedziczyliśmy. A to, że duszę można sprzedać, na co dzień wiemy dzisiaj świetnie. Teraz się sprzedaje dusze w cywilizacji konsumpcyjnej – często od nas kupują nie pracę, ale duszę. To jest nieszczęście, które znaliśmy z czasów komuny, ale dzisiaj w warunkach wolnego rynku obserwujemy jak korporacje wysysają z ludzi ich najgłębsze uczucia i całą osobowość. Ja o tym mówię z perspektywy człowieka, który napatrzył się zła w takiej postaci, która dziś jakby się gdzieś ukryła. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo groźny jest potencjał tego, do czego człowiek jest zdolny – do rzeczy najstraszniejszych, i to ten zwykły, przyzwoity, nie ten degenerat i potwór, tylko ten przechodzeń z ulicy, który podczas wojny założył niemiecki mundur i mordował w gułagach, gdzie nadzorcami byli zwykli, niby porządni ludzie. To chciałem w filmie przekazać, mówi on rzecz niepopularną – bójcie się sami siebie, bo człowiek jest zdolny do rzeczy najgorszych i potrafi tego nawet nie zauważyć.

Hannah Arendt pisała, że zło jest dlatego banalne, bo można go nie dostrzegać...

Banalny był Eichmann, a nie zło. Przyjęło się jej zdanie o banalności zła, ale to nie jest trafne. Opisuje człowieka, który mógł być mały i ograniczony, lecz zło, które wyrządził, było kosmiczne!

Jakie plany na przyszłość?

Zło banalne i kosmicznePlanów mam wiele, ale piętrzą się trudności. Studio Filmowe TOR, istniejące od 1967 r. i które prowadzę od 30 lat, nie wiadomo dlaczego ma zostać włączone w jakiś wielki konglomerat. A było to jedno ze źródeł decyzyjnych, które dawały ludziom szanse na robienie filmów ambitniejszych, mniej komercyjnych, bardziej zorientowanych na te wartości, które ja podzielam. Na tym polegała nasza wielobarwność. To zniknie, bo ma być wszystko scentralizowane. Obecna władza ma skłonność do centralizowania wszystkiego, co odziedziczyła chyba po dawnej władzy. To nie jest dobre dla kultury, która lubi wielość i różnobarwność. Martwię się tym bardzo, gdyż nie wiem, jakie będę miał do dyspozycji narzędzia pracy chcąc robić następny film.

No właśnie – jaki?

Od lat chcę zrobić film o Jadwidze Andegaweńskiej, ale chyba nie ma na to sezonu, bo nie odczuwam żadnego wsparcia ze strony aktualnych władz. Jestem więc w trudnym czasie, a jak się ma 80 lat, to tym bardziej jest ciężko. Mam też gotowy inny film. Planów zatem mam nadal wiele i dużo też jeżdżę z wykładami.

Do jakiego filmu jest Pan najbardziej przywiązany?

Nie ma takich preferencji. Nie mam prawa się nad tym zastanawiać. Moje filmy krążą w różnych rejonach świata, w jednym podoba się ten, w innym kolejny. Nie mogę nikomu mówić, co ma się podobać. Zostawiam to jak owoce na straganie, niech każdy wybiera to, na co ma ochotę.

W czołówkach Pana filmów powtarzają się niektóre nazwiska. Zdradzi Pan swoich ulubionych aktorów?

Jestem bardzo wierny moim aktorom. Miałem kogoś takiego, jak Zbyszek Zapasiewicz, który był moim „dyżurnym” inteligentem i występował w wielu moich filmach. Podobnie jak Maja Komorowska, która też często u mnie grała. Takich aktorów mam wielu. W „Eterze” występuje Jacek Poniedziałek, Andrzej Chyra zagrał co prawda tylko dwa razy, ale jest na mojej liście, Tadeusz Bradecki, występujący w prawie każdym moim filmie, a z zagranicznych Mathieu Carrière, który pojawiał się u mnie parokrotnie, Remo Girone, z którym bardzo się prywatnie lubimy i jego żona Victoria Zinny, która zadebiutowała w „Viridianie”. Wracam do tych aktorów, bo zawsze są moim wsparciem.

Pełni Pan wielorakie funkcje w wielu festiwalach i organizacjach...

Jestem w ogromnej ilości fundacji i działamy na różnych polach. Właśnie wracam z obozu Fundacji „Żyć z pasją” w Zakopanem zorganizowanego dla młodzieży. Działam też w Fundacji „Karuzela Kultury”, która swego czasu robiła w Świnoujściu wydarzenia na wielką skalę dla tysięcy osób, a obecnie chce tchnąć ducha w sferze biznesu. Wykładam w wielu miejscach na świecie, działam w Europejskiej Akademii Filmowej, której jestem współzałożycielem, tak więc choć starość już do mnie przyszła, to nie przyniosła więcej czasu...

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę, żeby udało się nakręcić jeszcze wiele ważnych filmów!

Jerzy Mazur

 

(0 głosów)
Wyświetlony 463 razy
Oznaczone pod :

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.