Festiwal sukcesów

Wyróżniony

Festiwal sukcesówRozmowa z Małgorzatą Myszkowską i Miłoszem Słotą, odpowiedzialnymi za marketingowe przygotowanie Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

8 marca rusza jubileuszowy XXV Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Jak zwykle – po bilety w dniu otwarcia sprzedaży ustawiło się w kolejce kilkadziesiąt osób...

Miłosz Słota: Tak. I jak zwykle od razu sprzedaliśmy prawie wszystkie bilety.

Festiwal sukcesówPrzed Wami bardzo intensywny czas!

Małgorzata Myszkowska: Codzienność w naszym Teatrze jest bardzo intensywna – przez cały rok gramy od wtorku do niedzieli, w weekendy mamy czasami nawet 8 przedstawień. Festiwal wpisuje się w ten rytm.

Zawrotne tempo!

M.M.: Niektórzy w niedzielę wieczorem stresują się przed poniedziałkiem, a w piątek cieszą się, że „wreszcie” zaczyna się weekend. Ja traktuję Teatr Powszechny jako drugi dom, wkładam w pracę całe serce. Jestem tu od ponad 20 lat i bardzo lubię tę intensywność. Zanim zostałam kierownikiem Działu Sprzedaży zaczynałam od podstaw. Najpierw byłam referentem, potem dostałam od pani dyrektor propozycję pracy w kasie i zachętę do podjęcia dalszej nauki. Skończyłam studia. Na nowym stanowisku bardzo wiele się nauczyłam. Do dzisiaj codziennie rozmawiam z naszymi widzami – często musimy odpowiadać, że nie mamy już wolnych miejsc na jakieś spektakle. Załamują ręce, że nie udało się dostać biletów, ale zaraz potem gratulują sukcesu. Te rozmowy ze zwykłymi widzami są według mnie najważniejsze – oni najlepiej recenzują to, co robimy. A brak biletów jest miarą tego sukcesu.

M.S:Festiwal sukcesówDlatego z czystym sumieniem możemy mówić, że jesteśmy dumni z miejsca, w którym pracujemy. A teatr to zespół, który potrzebuje lidera – i takim szefem jest Ewa Pilawska. Oczywiście – jak w każdym miejscu – również w zespole zawsze trafi się ktoś sfrustrowany z przerostem ambicji; ktoś, kto wie lepiej – jak powinno się sprzedawać bilety, jak ułożyć repertuar, jakie sztuki grać, jaki powinien być program Festiwalu, wreszcie – jak prowadzić Teatr. Przecież to takie proste…

Sukces czasami budzi zazdrość, nawet wśród współpracowników…

Festiwal sukcesówM.M.: Zazdrośni kuzyni są w każdej rodzinie. Całe szczęście to już przeszłość. Tworzymy w Teatrze zgrany, wielopokoleniowy zespół, świetnie nam się razem pracuje. Skupiamy się na tym, żeby widownie były zawsze pełne – i to jest nasz sukces. Pełne widownie na 380 przedstawieniach (tyle gramy w sezonie) – to dla mnie najlepszy dowód na sens naszej pracy. Ale do tego jest potrzebny przede wszystkim dobry repertuar. To podstawa. Bez tego moglibyśmy „stanąć na głowie”, a widzów i tak by nie było.

M.S.: Choć ostatnio na Facebooku Festiwalu jedna z pań stwierdziła, że bilety na Festiwal sprzedajemy znajomym, a zwykły widz nie ma szans ich kupić. Gdyby tak było, to byłaby to nasza porażka. Działamy zupełnie odwrotnie – bardzo pilnujemy tego, żeby nie dochodziło do wykorzystywania swojej wysokiej pozycji (np. w urzędzie), aby załatwić bilety dla znajomych. Odmawiamy i często za to obrywamy, ale trzymamy się naszych zasad – wszystko musi być uczciwe, transparentne i z myślą o widzach.

Festiwal ma markę i renomę – stąd wielkie zainteresowanie i problem z biletami. Dzięki niemu Łódź ma wielkie wydarzenie teatralne.

M.S.: Czasami mam wrażenie, że sukces Festiwalu przeszkadza niektórym, szczególnie tutaj w Łodzi. Są ludzie, którzy, zamiast cieszyć się z tego, że Łódź ma wydarzenie tej klasy, woleliby zakopać go pod ziemię.

M.M.: Najważniejszy według mnie jest głos widzów. Tłumy teatromanów walczących nawet o wejściówki na stojące miejsca mówią same za siebie. Najważniejsza jest publiczność – to zresztą przecież temat tej edycji Festiwalu.

Dziękujemy za rozmowę i trzymamy kciuki za jubileuszowy Festiwal!

Beata Ostojska i Jerzy Mazur, zdjęcia arch. TP

 

(0 głosów)
Wyświetlony 1770 razy

Więcej w tej kategorii:

« Moda na oryginalność

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.